Program Maker Woman nieoczekiwanie zaingerował w moje życie już jakiś czas temu

Wszystko zaczęło się poza mną, kiedy jeszcze mieszkałam w Krakowie i moja ówczesna współlokatorka niespodziewanie oświadczyła, że się wyprowadza, ponieważ dostała się na program Maker Woman w Warszawie. Prawie dziesięć miesięcy później, również mieszkając już w stolicy, sama do niego aplikowałam, w między czasie dowiedziawszy się o innej koleżance, która również skończyła Maker Woman i to ze znaczącymi sukcesami, które skierowały jej karierę na inne tory. A dopiero co poznałam ją jako tradycyjną malarkę.

Pomysł projektu, z którym aplikowałam pojawił się zupełnie spontanicznie. Wracając do domu patrzyłam na swoje mieszkanie na parterze oświetlone lampą z białym kloszem. W tamtym momencie oczywiste stało się dla mnie, że powinna zostać pomalowana, może jak globus, może jak planeta? Księżyc? Tego samego wieczoru z moim chłopakiem pomalowałam pierwsze prototypy, które umiliły nasz salon. Znajomi i rodzina w trakcie odwiedzin i proszonych kolacji wysyłali pozytywne komunikaty. Że ładne, że chętnie by kupili. Reszta potoczyła się błyskawicznie - aplikacja, klimatyczna rozmowa oświetlona moimi lampami, szkolenie bhp i pierwsze zajęcia. Zobaczymy z czym stąd wyjdę.