Jest piątek, może jeden z ostatnich słonecznych dni. Jedną ręką i półkulą kombinuję nad swoim projektem (tym głównym oraz dwoma pobocznymi, całkiem małymi), drugą ręką i półkulą zabawiam roczną Łobuzię, która aportuje mi co chwilę jakąś rzecz wyciągniętą z zapchanych kątów mojego mieszkania (rzeczy piętrzą się u nas od zawsze, prawdopodobnie za kilka lat zamienię się w panią ze zdjęcia poniżej).
I takie oto mam myśli: czy uda mi się stworzyć cos funkcjonalnego? Czy pracując nad  ziemianką miejską oraz następnymi skromnymi wynalazkami nie powiększę tylko grona rzeczy średnio użytecznych, po które sięgamy od czasu do czasu, a które na co dzień kradną nam tylko cenną przestrzeń?

Przekonamy się niedługo.

Pani o której mowa powyżej