Tu się nie ma z czego śmiać. Ostatni raz z fizyką miałam do czynienia w szkole ponad 20 lat temu. No chyba, że policzymy te kilkukrotnie wywalone w całej chacie korki czy około 5 przepalonych żarówek przy samodzielnej próbie podpięcia lampy, które tylko świadczą o kompletnym braku pojęcia o elektronice - tak jest to dziedzina, której nie ogarniam, a ogarniam całkiem sporo, bo "ja jestem kobieta pracująca..."

Tak więc przychodzimy na zajęcia z podstaw elektroniki, a tu ARDUINO - ino co to jest?

Po za wspomnianym wyżej mikro kontrolerem, zarzucona zostaje jeszcze rezystorami, diodami led, płytką prototypową i kabelkami.

Te kabelki to są w ogóle the best . Nie dość, że się wpisują w walkę o prawa LGBT to jeszcze mają końcówkę żeńską i męską, a jak się coś nie da rady połączyć, to jeszcze można dokupić taką przejściówkę co się fachowo zwie "gender changer".

No i jak już mam zgromadzone wszystkie elementy to teraz tylko wystarczy, że przypomnę sobie prawo Ohma , wyprowadzę z tego wzór na opór i pamiętając o mocy traconej zastosuję to wszystko zgodnie z II prawem Kirhoffa i mogę wybrać moc rezystora odpowiednią do układu. Na razie dajecie radę, chyba tak to było (szczerze już sama nie wiem;-)) Potem to już pestka. Wystarczy to wszystko zaprogramować w języku C++ i zmontować układ.

PRAWDA, ŻE ŁATWE !!!!!!!

A to wszystko po to, żeby zaświecić dwie diody w dwóch różnych rytmach .

Wydaje się, że to takie nic, ale wierzcie mi, że ja osobiście awansowałam w swoich oczach po tych zajęciach z "kobiety pracującej" na SUPER WOMAN.