Na zajęciach z podstaw elektroniki czuję się jak w złym śnie

Ja - absolwentka ASP, od liceum sprofilowana humanistycznie - ląduję na wykładzie o amperach. Coś mgliście pamiętam ze szkoły, ale powrót do przekształcania wzorów jest bolesny. Okazuje się, że akcja Godzina dla Ziemi ma jedynie wymiar symboliczny. Słuchamy o prądzie i oglądamy korki w budynku. Miłym zaskoczeniem jest jednak kolejna, praktyczna część zajęć. Podstawowe kody programistyczne, płytki Arduino i świecące na zawołanie ledy są zaskakująco miłe. Prowadzący wykazują się wielką cierpliwością, a my odwdzięczamy się szybkim przyswojeniem różnorodnych informacji.

Gwałtowna reakcja na klimatyzację w sali wykładowej, utrudni mi najbliższe dni. Atakujące mnie na koniec zajęć dreszcze, nie są dreszczami zachwytu.