Listopad mija na konsultacjach i poszukiwaniach

Miło, że po intensywnych miesiącach dokształcania następuje wyczekiwany czas na poszukiwania własne. Nie obywa się bez dużych emocji, błądzenia, irytacji, zwątpienia, ale i odkryć. Po różnych perypetiach decyduję się ostatecznie na stworzenie tego z czym do programu Maker Woman aplikowałam, czyli domowej lampy, której klosze przypominają planety.

Na początku korzystam ze swobodniejszego czasu i trochę leniuchuję. Przyznaję, że taki czas był mi bardzo potrzebny po godzinach spędzonych w fab labie. Przypominam sobie co to znaczy mieć wolny wieczór, pójść do kina, odwiedzić rodziców, zjeść kolację z chłopakiem albo po prostu poczytać książkę na kanapie. Przy okazji listopada poczyniam przykrą obserwację, że o symbolicznej 17:30, kiedy to od sierpnia zaczynałyśmy zajęcia, jest już niestety o zgrozo ciemno!

Powoli tworzę swój warsztat, zakupuję klosze z mlecznego szkła, jeden bardzo duży z ogłoszenia na olx. Znajduję odpowiedni sklep plastyczny z farbami przeznaczonymi do malowania na szkle. Zamierzam czynić pierwsze próby, najpierw w domu, ale wobec silnego zapachu, jednak w fabie. Wykorzystuję pomieszczenie, w którym niegdyś stała frezarka i robię rozpoznanie warsztatu malarskiego w nowych warunkach. Maluje się zabawnie, bo obracam klosze na ręce i wyczyniam różne ślady. Trzeba przyznać, że podświetlone klosze prezentują się nieco inaczej, kolory nabierają lekkości i transparentności. Nabieram wprawy, wymyślam swoje planety.

Więcej komplikacji nastręcza konstrukcja stojaka, a najtrudniejsze jest to, czego nie doceniłam, czyli wygięcie miedzianej rurki. Są próby działania etapami po troszku, podgrzewania rury i wypełnienia jej piaskiem i dalej nic. Moim wybawicielem jest Michał Burza, który opiekuje się pracownią metalową i potrafi spawać, lutować i jeszcze dodatkowo zna się na elektryce! To właśnie z jego pomocy korzystać będę najwięcej. Po zmianie rur na stalowe, na giętarce udaje się osiągnąć wymarzone kształty. Potem spawanie, przeciąganie kabli i montaż zamówionych elementów elektroniki. Całość porządnie rusza z kopyta i wydaje się, że może naprawdę się uda!