7 lipca. Marlena wrzuca fotki dziecka, Filip komentuje mój post, Nogaś pisze o festiwalu reportażu. Mój wzrok prześlizguje się po kolejnych wpisach, nagle… „Chcesz zostać Maker Woman?” Kim? Czytam dalej… „Na uczestniczki czeka łącznie 200 godzin warsztatów i konsultacji z zakresu nowych technologii”. O… druk 3D. Jak by to było cudownie, gdybym się tego nauczyła, mogłabym robić pomoce dla osób niewidomych w naszej fundacji. Mam kilka pomysłów na projekt. Zgłoszę się, a co mi tam!

29 lipca. Zostałam zaproszona na rozmowę. Wow!

30 lipca. Jest bardzo sympatycznie. I samo miejsce robi na mnie wrażenie! Młodzi ludzie, luz, kreatywność, potencjał – to się czuje. Jeśli przyjmą mnie do tego projektu, to będzie niezła przygoda!

2 sierpnia. Jestem na festiwalu teatralnym. Dziś mają dzwonić z informacją, czy się dostałam. Nie dzwonią. Impreza odbywa się w niedużej wsi pod Chełmem, blisko granicy, z zasięgiem krucho. Może próbowali, tylko mój telefon uparcie powtarza „abonent jest tymczasowo nieosiągalny” – myślę. Trwa właśnie próba generalna, właściwie mini-próba, bo za chwileczkę wchodzimy na scenę. Trzeba wyłączyć dźwięk w telefonie. Jeszcze rzut oka na powiadomienia. Jest mail! Stoję na scenie i krzyczę do naszych aktorów: „Jestem mejkerką! Dostałam się!" Wszyscy biją brawo. Wpuszczamy publiczność i odgrywam swoją małą rólkę z poczuciem, że już wkrótce zaczną się przygotowania do o wiele większej, może nawet życiowej, roli.