Pierwsze trójprzestrzenne kroki i zderzenie z Fusion 360

Zupełnie nowy sposób myślenia, nowe połączenia białkowe w mózgu. Nawyki z pakietu Adobe utrudniają najprostsze operacje. To strasznie irytuje. Kiedy wypadam z rytmu grupy, gubię się i nie umiem chłonąć kolejnych informacji. Trudności sprawia nawigacja w nowej przestrzeni. Nic się mnie nie słucha.

Jakoś brnę do przodu i na kolejnych zajęciach jest już o wiele lżej. Opanowuję płaskie rysunki, proste bryły. Czasem co prawda wymodelowane obiekty leżą na złych bokach i cień ląduje nie tam, gdzie trzeba, ale satysfakcja i tak jest. Pierwsze sukcesy to model śrubki, kieliszka i nożyczek. Dużo nowego słownictwa i insajdowych zwrotów. Filety, splajny i ekstrudy. No i oczywiscie suwmiarka. Jest zabawnie, piątek, a my winko robimy, ale cyfrowe. Potem czas na prawdziwie zaawansowane formy, butelka i lampka bardzo cieszą. Potem nawet proste animacje. Uff. Po ciężkich początkach jest na szczęście progres!